W twórczości Wincentego Kućmy całokształt problematyki rzeźbiarskiej zdaje się formować pomiędzy pracą a materiałem, pomiędzy rękami rzeźbiarza, a wybranym przez niego tworzywem. Niezależnie od podejmowanej tematyki, od szerokości zainteresowań twórcy czy nawet – przychodzących co pewien okres – prób świadomej destrukcji formy już raz dobrze opanowanej, każda rzeźba Kućmy powstaje ze zmagania się z materią, ze starcia sprawności manualnej ze strukturą i fakturą materiału. Głównym więc motorem działań a zarazem czynnikiem kształtowania formy staje się impuls, sama praca, trud rzeźbiarza oraz pełne pasji i bólu doświadczenie. Mimo młodego wieku twórca ma za sobą już długą i żmudną drogę. Drogę znaczoną wspomnieniami z dzieciństwa (z działań wojennych na przyczółku sandomierskim), kilometrami wydeptanymi zimą i latem do odległej szkoły, warunkami i ceną ucieczki z dalekiej kieleckiej wsi do Krakowa, wreszcie latami uporczywej pracy. I właśnie chyba w takiej biografii tkwi przynajmniej część źródeł artystycznych poczynań twórcy.
Kućma poszukuje w materiale formy dalekiej od ozdobności, od blichtru upiększeń, nawiązując niejako do ideału prawdy, której żądał od rzeźbiarzy Henry Moore, pisząc w roku 1934: „Każdy materiał ma swoje odrębne właściwości i tylko wówczas, gdy rzeźbiarz pracuje wprost w nim… materiał może uczestniczyć w kształtowaniu pomysłu”. We wcześniejszych pracach ujawnia się więc cała fascynacja nie tylko teoriami, ale także dziełami Moore’a. Uwidacznia się to w „Rycerzu” (1963) czy przeciwstawiającej rytmy poziome i pionowe „Rodzinie” (1964), a dalej w serii rzeźb na ten temat inspirowanych w równej bodaj mierze osobistymi przeżyciami. Żywe i widoczne w twórczości Kućmy zainteresowanie Moore’m nie jest zresztą sprawą przypadku (jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, iż twórczość wielkiego Anglika, stała się – może nawet nazbyt często stosowanym – wzorcem dla młodego pokolenia rzeźbiarzy polskich lat 50/60). W każdym razie Kućma czynił to w całkowitej zgodzie z własnym, impulsywnym, pełnokrwistym temperamentem artystycznym, przejmując raczej zasadę kształtowania niż samą formę. Stąd też może większy nacisk na naturalną fakturę powłoki, próby jej kształtowania ogniem, stąd przewaga elementów wertykalnych, nieczęsto stosowanych prze Moore’a. W niektórych rzeźbach z tego czasu ten naturalny pęd ku górze przeradza się w dramatyczny krzyk „Nokturnu” (1964), który w innym wymiarze i nieco złagodzony powróci jeszcze w wykonanych kilka la później studiach zatytułowanych „Świat współczesny”.
Prawie równocześnie poszukuje Kućma formy bezprzedmiotowej, abstrakcyjnej, chociaż bardzo konkretnej. Kończy rzeźbić rozpoczęty jeszcze w trakcie studiów „Wrzesień” (1965), ukazujący strukturę rozszarpanej materii. Znowu wraca do studiów nad ludzką postacią, których wynikiem była wyróżniona I nagrodą w konkursie „Rzeźba Roku 1967” praca pt. „Wioślarz”. Pełna wibrującego ruchu powłoki, ukrytej lub raczej zatrzymanej dynamiki ruchu, wyrazista w temacie i lapidarna, jest bliska urzeczywistnienia tyle lat poszukiwanego przez twórcę ideału kształtowania formy. Może właśnie dlatego następne prace Kućmy zdają się ideał ten niweczyć, szukać w jego zaprzeczeniu nowych wartości. Może w przekonaniu, że problem raz wypowiedziany przestaje istnieć, tworzy wtedy pełne wewnętrznego niepokoju „Okna”, które zdają się stanowić próbę wyjścia poza zamknięty krąg ukształtowanej osobowości, nawiązując świadomie do pierwszego aktu protestu, jakim było wyjście z rodzinnego wiejskiego domu, z dalekiej kieleckiej wsi. I tak „Okno I” zestraja elementy belek, starych okiennic z wystrzelającymi wiązkami prętów, jak u Cousins’a, tworząc całość wyważoną w proporcjach, a przy tym dynamiczną. Jest to doprawdy indywidualna i udana praca, lepsza niż „Okno II”, operujące uporządkowanymi aluminiowymi strukturami przestrzennymi, przypominającymi dzieła Nicolasa Schöffera.
Kolejny zwrot w twórczości Kućmy następuje niemal zaraz po wykonaniu omówionych rzeźb. Zwrot w kierunku problematyki narzucanej przez analizę materii, znaczony kilkoma etiudami rozwiązania rzeźby do Parku Krakowskiego, w których poprzez kontrasty surowej, chropowatej struktury materiału z gładkimi opracowanymi powłokami, próbuje oddać „zderzenie cywilizacji z biologiczna strukturą materii”. Ostatnio przeprowadza ciekawe badania nad problematyką śladu wykruszającej się, wypadającej materii. Z zapałem oddaje się też pracy w krakowskiej ASP, gdzie przeprowadza ze studentami próby plenerowe, graniczące niemal ze sztuką ekologiczną (Zakopane, 1971).
* Andrzej Pollo, Konfrontacje. Młodzi rzeźbiarze Krakowa, „Magazyn Kulturalny” (Jednodniówka. Kraków), czerwiec 1971.
© 2011, Wincenty Kućma
design: Creator