„Jeśli chcesz zrozumieć poezję, musisz iść do kraju poezji. Jeśli chcesz zrozumieć sztukę, musisz iść do kraju sztuki”. Tym krajem mogą być na przykład rusztowania, dopiero tam można poważnie porozmawiać o sztuce.
Ł.: Czy sztuka jest potrzebna.
W.K.: Sztuka jest nierozerwalną częścią kultury. Posiada głębokie pokłady wiedzy intelektualnej i emocji. Jest wszechobecna w naszym życiu. Budziła refleksje narodowe, historyczne i społeczne. Jest wartością Narodu. Osobiście skłaniam się zawęzić ten temat do mówienia o twórczości. Twórczość artystyczna jest zjawiskiem złożonym, nie da się wprost określić wszystkich zjawisk determinujących dzieło. Wynik uzależniony jest od takich czynników jak wola lub racja, czynników tak irracjonalnych z pozoru, powołania lub talentu. Dzieło powinno się wywodzić z głębokiej potrzeby wewnętrznej – duchowej, wewnętrznego przekonania, dążyć do przekazywania piękna oraz radości życia, dodając otuchy. Stawać się odbiciem szlachetnej idei, do której dąży człowiek. Powinno wprowadzać ład i porządek, nosić w sobie skalę przystępną dla człowieka, dając poczucie bezpieczeństwa, powinno być przystępne w odbiorze, a wreszcie ukazywać subtelność detali i mistrzostwo rozwiązania tematu, tworząc niepowtarzalną przestrzeń wizualną.
M.: Gdzie się kończy sztuka, a zaczyna kicz?
W.K.: Kicz jest wszechobecny. Panoszy się we wszystkich dziedzinach twórczości. Kicz jest wynikiem zaspokajania niskich lotów twórczości. Seryjna produkcja obrazów, rzeźb, grafik, przedmiotów użytkowych jest zjawiskiem nagminnym. Obiekty realizowane przez naśladowców w swojej naiwności i beztalenciu można spotkać we wszystkich magazynach handlowych i sklepach oraz kramach odpustowych. Grupa entuzjastów dekoruje z różnych okazji obiekty sakralne wykorzystując elementy ozdobne, symbole religijne w styropianie, wypisując różne treści i tworząc przy tym nastrój domu kultury z czasów realnego socrealizmu.
Ł.: Czy sztuka jest powołaniem.
W.K.: Ja myślę, że każdy człowiek jest poniekąd twórcą i artystą, ze względu na to, że jest osobą tak niesamowicie stworzoną przez Stwórcę. Jest obdarzony zdolnością kreacji twórczej i rozdawania tego, co otrzymał.
M.: Można zatem powiedzieć, że jest to czynienie sobie ziemi poddaną…
W.K.: W pewnym sensie tak, bo to jest przede wszystkim dzielenie się. Myślę, że twórczość jest właśnie takim dzieleniem się. Dzieleniem się swoimi doznaniami, przeżyciami, odczuciami, swoim bogactwem intelektualnym z daną osobą, po to, aby ją pobudzić do działania. Jeżeli jest to proces takiej transmisji, wtedy nie ma już złudzeń i fałszywych doznań. Najgorzej jest grać na fałszywej nucie jakiejś wymyślonej teorii, jakiegoś modelu kreacyjnego, który gdzieś się zawiesił i potem balansuje i nie wiadomo, co z nim zrobić. Nie jest chciany, ani przez twórcę, ani przez odbiorcę.
M.: Słyszałem, że nawet rolnik, który dobrze zaorał pole jest artystą.
W.K.: Jest! A owoc jego twórczej pracy nazywamy chlebem.
Ł.: Gdzie Pan szuka inspiracji?
W.K.: W każdej sytuacji. Inspiracją jesteście wy, jest nią ta przestrzeń, w której się znajdujemy, światło, poranek i wieczór, trawa i śnieg, przykre doświadczenia, dramat, piękno, śpiew i słońce. Potrzebne jest nam słońce, a słońce to Chrystus, a Chrystus to życie. Wychodzę od prostych rzeczy. Studiuję, analizuję, albo po prostu się zachwycam. Nie można być obojętnym. Obojętność jest elementem destrukcji. Człowiek musi się wzruszać, analizować siebie i to wszystko co jest wokół nas, a nie przyjmować biernie na zasadzie takich gotowych formułek, które są w ciągłym obiegu.
M.: Co stało się główną inspiracją dla Pana Profesora w czasie realizacji projektu naszej nowej kaplicy?
W.K.: Inspiracją stał się obraz Ukrzyżowania znajdujący się w waszym seminarium. Warunkiem przystąpienia do konkursu na rozwiązanie tej kaplicy było uwzględnienie tego obrazu, który zostanie przeniesiony do nowej kaplicy. Na początku miałem obawę czy obraz o tak bogatej historycznie szacie będzie mógł znaleźć swoje miejsce w nowoczesnej kaplicy. W oparciu o refleksję ks. Stanisława Budzika i ks. Michała Hellera analizowałem w jaki sposób rozwiązać ten problem. Dramatyzm obrazu znalazł swoje przedłużenie w figurach Matki Bożej i św. Jana, w witrażach i innych elementach wystroju. Ta kaplica to dla mnie bardzo ważne wyzwanie ze względu, że ma się ona stać sercem tego Domu i sercem diecezji. Jest to także spełnienie moich myśli, wyobrażeń i tęsknot. Zrozumienia tego wszystkiego, co przeżywa młody człowiek, który tutaj powinien znaleźć sprzyjającą atmosferę do modlitwy, formowania drogi kapłańskiej i osobistego dialogu z Bogiem. Ze względu na tę odpowiedzialność jest to zadanie w pewnym sensie paraliżujące…
M.: Na czym polegają prace prowadzone obecnie w naszej nowej kaplicy?
W.K.: Na razie jest to realizacja części wspomnianego założenia – wizja „obcowania świętych”. Chodzi zatem o tych, którzy osiągając maksimum swoich możliwości wobec Boga i bliźnich i ciągle pozostają pośród nas obecni. Łatwiej jest nam przeżywać dzień odnosząc się do takich wspaniałych symboli i wzorów, które są ścieżkami, po których możemy kroczyć. W moim przekonaniu każdy powinien odkrywać swoją własną ścieżkę, swój własny wzór. Powinien odkrywać siebie, a to jest chyba najtrudniejsze.
Każda z przedstawionych tutaj postaci posiada swoją charakterystykę. Znajdziemy tu apostołów, męczenników. Jest i ojciec Pio, siostra Faustyna, a także męczennicy oświęcimscy. Są i anonimowi święci, bo przecież wszyscy powołani jesteśmy do świętości. Tylko Bóg posiada klucz, który daje ocenę.
M.: A czy jest tu św. brat Albert?
W.K.: Tak.
M.: Pytam o tego świętego, bo on sam przecież był artystą. Przyszedł jednak czas, że porzucił swoje pędzle…
W.K.: Znakomity artysta. Uznał, że służba drugiemu jest ważniejsza niż realizacja własnych planów i ambicji. Ja staram się służyć drugiemu człowiekowi właśnie poprzez swoją twórczość.
Ł.: Czy ma Pan swojego ulubionego świętego?
W.K.: Tak, to moi święci patronowie: Wincenty Kadłubek i Wincenty à Paulo, którzy tutaj też są przedstawieni. Ale takim szczególnym wzorem jest dla mnie Chrystus Ukrzyżowany – Bóg, który oddał życie, abyśmy żyli.
M.: Czy to pierwsze Pana prace w diecezji tarnowskiej?
W.K.: Moją pierwszą pracą w tej diecezji był kościół w Mościcach, u ks. prałata Reca. Poszukując wzoru kapłana zawsze widzę tego znakomitego człowieka, w którym objawiła się doskonałość kapłańska. Pracowałem też w Pasierbcu, przygotowując obraz do koronacji, potem w Dębicy, Brzesku, Krościenku i innych miejscach.
Ł.: Można więc chyba powiedzieć, że pozostawił Pan tutaj dużą część swojej pracy i swojego serca…
W.K.: Sądzę, że diecezja tarnowska posiada większość moich prac. Wyjątkowymi dla mnie pracami były także te poza granicami Polski: w Baranowiczach na Białorusi, w katedrze św. Józefa w Irkucku na Syberii oraz w kościele św. Piotra i Pawła w Czicie na Dalekim Wschodzie.
M.: Którą z tych realizacji uważa Pan za dzieło swojego życia?
W.K.: Nie mogę mówić, że gdzieś dokonało się już wszystko. Całe życie jest taką jedną pracą. Takiej pracy jak tu na pewno nie było w moim życiu.
Ł.: Ks. Twardowski w swoim „Niecodzienniku” przytacza następującą historię: Pewien malarz spotkał w ogrodzie pana z piękną, siwą brodą. Zaprosił go do pracowni malarskiej, żeby przyszedł następnego dnia i pozował do obrazu przedstawiającego Boga Ojca. Nie bardzo chciał przyjść. Targował się. Wreszcie po otrzymaniu większej zaliczki obiecał, że przyjdzie. Zjawił się starannie ogolony. Tłumaczył się: „Miałem pieniądze, to poszedłem do fryzjera, żeby porządnie wyglądać”. Czy zdarzyła się Panu podobna sytuacja?
W.K.: Pytaliście już wcześniej o to, co jest moją inspiracją. Inspiracją do przedstawienia świętych może być na przykład łąka – wspaniałe, barwne zjawisko. Inspiracją mogą być także ludzie, którzy żyją obok nas. Leonardo szukając osoby, która oddawałaby twarz Judasza, szukał tak długo, aż znalazł. Ja również odpowiedzi szukam w waszym gronie. Tyle tu twarzy, tyle konstrukcji, tyle wyrazu! Szukam, próbuję narysować, zapamiętać, zapisać. Nie ma dnia, żebym czegoś nie narysował w swoim dzienniku, który służy mi w prowadzeniu pracy. Nieraz wystarczą dwie kreski, jedno zdanie, jedno słowo, które tworzą taki, albo inny kształt.
M.: Czy to znaczy, że wśród tych świętych będziemy mogli znaleźć swoje twarze?
Ł.: Może wśród tych anonimowych…
W.K.: W liczbie 144 tysięcy „opieczętowanych Baranka” będziecie mogli znaleźć również swoje twarze.
M.: Czy nie boi się Pan pracy na takiej wysokości?
W.K.: Od 53 lat bywam na rusztowaniach i już zdążyłem się do tego przyzwyczaić. Bywało i wyżej. Muszę jeszcze wspomnieć, że we wszystkich tych pracach współpracują ze mną twórcy Robert Pigoń i Wojciech Białek z Krakowa.
M.: Bardzo dziękujemy za rozmowę i życzymy Panom jeszcze wielu sukcesów na rusztowaniach.
W.K.: Ja również dziękuję.
- Na rusztowaniach. Z prof. Wincentym Kućmą, projektantem wnętrza naszej kaplicy rozmawiali Maciej Fleszar i Łukasz Pawłowski, „Poślij mnie” (Pismo Alumnów Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie), nr 1(61), wiosna 2004.
© 2011, Wincenty Kućma
design: Creator