Podpatrywanie tego co powstaje...

W pracowni profesora Wincentego Kućmy od podłogi po sufit roi się od niewyczerpanych znaczeń.

Jest taka historia o wielkim szlifierzu diamentów, któremu zlecono do obróbki kamień tak wielki, czysty i drogi, że mistrz się wystraszył. Rzucił go więc z udanym lekceważeniem na stół czeladnika, który nie orientował się w wartości kamienia, wziął się niefrasobliwie do pracy i… dokonał tego wielkiego dzieła.

Ta głęboko psychologiczna historia skojarzyła mi się wtedy, gdy jako niedoświadczony i amatorski dziennikarz postanowiłam poprosić o spotkanie profesora Wincentego Kućmę, aby pogadać… o sztuce. Podeszłam do tematu bardzo niefrasobliwie traktując rzeźbiarza jako (powiem nieskromnie) miłego znajomego. Dopiero oglądając jego pracownię, słuchając opowieści, patrząc na projekty i analizując zdjęcia, zaczęłam rozumieć dokąd trafiłam, kogo słuchałam i na co patrzę. Wtedy zaczęłam się obawiać, czy podołam zadaniu, na które się porwałam, i czy dam radę opowiedzieć Państwu o tym, co widziałam w teatrze wielkiej pracowni artysty i co uchwyciłam z tego, co otworzył mi w słowach.

Spróbuję tę opowieść, która w rzeczywistości była jednoczesna, nieujarzmiona i olśniewająco niezwykła, podzielić na w miarę skończone całostki, aby te moje wrażenia ująć w logiczne elementy.

Pozwólcie Państwo, że nie będę dokładnie przedstawiać życiorysu profesora Wincentego Kućmy, bo uczynił to ciekawie ksiądz Ireneusz Okarmus w „Gościu Niedzielnym” w numerze 47 z dnia 24 XI 2002. Wspomnę tylko, że artysta urodził się w 1935 roku w Zbilutce na ziemi kieleckiej. Uczył się najpierw w Liceum Plastycznym w Kielcach, a następnie na wydziale Rzeźby krakowskiej ASP, a w 1995 otrzymał tytuł profesora zwyczajnego. O innych faktach z życia rzeźbiarza opowiem przy okazji jego dzieł, a teraz niech mi wolno będzie zaakcentować fakt, że domeną działalności Wincentego Kućmy jest rzeźba sakralna, a miarą jego pracy niech będzie fakt, że jego rzeźby znajdują się w 35 kościołach w Polsce i na świecie.

Przedstawienie rzeźby Wincentego Kućmy chciałabym zacząć od wnętrza katedry w Irkucku, z którą artysta jest szczególnie mocno związany. Po pierwsze dlatego, że ten kościół był potrzebny tam, gdzie diecezja obejmuje obszar wielokrotnie większy od Polski, a po drugie dlatego, że dzieło, które przyszło rzeźbiarzowi tam wykonać, było pilne i ogromne. W rok powstało całe wnętrze z 8 metrowym krzyżem z figurą Chrystusa i 6 metrową Matką Boską Fatimską, której kompozycja składa się z 2 tysięcy zmontowanych elementów. I choć o wszystkich swoich dziełach twórca mówi z wielkim zaangażowaniem, to o tym wyraża się szczególnie ciepło. Pewnie dlatego też, że z nim wiąże się wielkie wydarzenie w jego życiu, otrzymanie od Ojca Świętego Jana Pawła II Orderu im. Papieża Grzegorza Wielkiego. Jest to najwyższe odznaczenie papieskie przyznawane osobom świeckim.

Z Syberią związane jest także inne wydarzenie artystyczne, które dane mi było oglądać w pracowni Wincentego Kućmy – wielkie fotografie przedstawiające tamten krajobraz i interesujące, ciekawie ozdobione domy. Najbardziej urzekły mnie zdjęcia, na których obłe bryły lodu, poszarpane kry na rzece i suche gałęzie wystające jakby znikąd sprawiają wrażenie surrealistycznego obrazu w stylu na przykład Yves’a Tanguy’a. Dłużej też zatrzymałam się przy zdjęciach przedstawiających ciekawe domostwa z okolic Czity ze względu na spokój, jaki z nich emanuje i przy totemach plemion mongolskich ze względu na ich barwność i symetryczność kształtu.

Pora wrócić do rzeźb. Widziałam w pracowni stacje Drogi Krzyżowej do Pasierbca, o którą poprosił ksiądz prałat Józef Waśniowski. Wydobyta z nicości głowa Jezusa patrzy na mnie cierpiącymi oczami, w których jest ból przeżywania męki, a Chrystusowy krzyż podtrzymuje Szymon Cyrenejczyk, który kojarzy się z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Ideą takiego ujęcia zagadnienia Męki Pańskiej jest fakt, że my przecież rozumiemy, że apostołowanie światu to wielki trud i bolesny znój. Figura Ojca Świętego (2,20 m) to opowieść o człowieku, który naukę Jezusową niesie w świat z wielkim poświęceniem i głęboką wiarą.

Pan Józef Baran w swoim artykule o profesorze Kućmie zauważył, że stosuje on w swojej pracy metodę symultaniczną. Przerywa pracę nad jednym dziełem, przechodząc do innego. Wydaje się, że i mnie przyjdzie moje rozważania ująć w taki sposób. Zaintrygowały mnie projekty witraża do kościoła Najświętszej Marii Panny Królowej Polski do Zawiercia, który artysta wykonuje na prośbę księdza Zygmunta Sroki. Ciekawa technika projektowania tego witraża polega na nakładaniu pod spód kolejnych folii, z których każda ma ściśle określoną funkcję do spełnienia. Na przykład pierwsza to kontur elementów przedstawiających Trójcę Świętą, druga ten kontur niejako łagodzi, dodając mu wiele białego światła, a trzecia to tęcza na znak Przymierza Boga z ludźmi. Można do niej dodawać kolorów następną folią, aby były bardziej intensywne. O ogromie pracy nad dziełem niech świadczą liczby: wysokość witraża 6,40 m, szerokość 5,55 m razy 3, a powierzchnia to 106 m2.

Rzeźbiarz nie przepada za suchym wymienianiem jego prac, więc wyliczę tylko kilka, a to: kaplica seminaryjna w Tarnowie, rzeźby w kościele w Pawlikowicach za Wieliczką, w Iwoniczu, w Warszawie – Bemowie i Toruniu.

A bliżej nas to trzeba wymienić Wolę Radziszowską, kaplicę michalitów przy ulicy Kazimierza Wielkiego (rozcięty kielich) i Czerwony Prądnik – kościół św. Jana Chrzciciela.

O twórczości Wincentego Kućmy napisano już dwie prace magisterskie. Pierwsza pani Beaty Chodak opisuje jego sakralne rzeźby, analizując je w szeroko pojętej historii sztuki (Akademia Świętokrzyska 2002). Druga wielce przydatna dla potrzeb pielgrzyma turysty, to praca napisana w krakowskiej AWF przez panią Agatę Kiełtykę – Łopatę, nosząca tytuł „Na szlakach rzeźb i kompozycji sakralnych profesora Wincentego Kućmy”. Po dogłębnym wprowadzeniu czytelnika w zakres tematyczny pracy następuje część główna, gdzie autorka po kolei przedstawia miejscowości południowej Polski, w których odnajdziemy rzeźby tego artysty. Warto uwzględnić w czasie wakacyjnych wędrówek kościoły w Brzesku, Dębicy, Iwoniczu i Krościenku, zaczynając oczywiście od wspomnianych wcześniej kościołów krakowskich.

Od 1987 do teraz rzeźbiarz nie realizował projektów świeckich, ale dał się pokonać tematowi bliskiemu jego sercu. I oto powstał projekt pomnika Armii Krajowej w Kielcach. Śmiało można go nazwać wydarzeniem artystycznym, które najlepiej czytać z każdej strony, dostrzegając bramę, łuk triumfalny, bochen chleba, a w negatywie jodłę. W te elementy wpisani są ludzie lasu, którzy tworzyli historię tej Ziemi.

O monumentalnych rzeźbach twórcy trzeba mówić z pokorą, ale o jednej, małej „rzeźbce” (jak się wyraził artysta) należy mówić po prostu z sympatią. To „Totus” – rzeźba – nagroda za całość twórczości w dziale krzewienia nauki Jana Pawła II, która przypomina mi Nike, jeśli chodzi o płynność ruchu i opływowość kształtu. A nazwa nawiązuje oczywiście do słynnej papieskiej dewizy: „Totus Tuus”- „Cały Twój”.

Niech mi wolno będzie wspomnieć o moim ulubionym motywie w twórczości rzeźbiarza – o aniołach, o których pozwoliłam sobie nieco napisać w różnych miejscach. Anioły Kućmy są fascynujące i tak piękne, jakby ich nie było. One otwierają przestworza, do których wlatują, osypane złotym pyłem. Anioły Kućmy wymykają się nicości smukłością swoich kształtów i powiewem szat. Zapełniają przestrzeń swoim ruchem i niemalże dźwiękiem.

Wielki jest artysta, który potrafi uwięzić w rzeźbie boleść cierpiącego Chrystusa, groźną ciszę śmierci, chwałę Maryi i szum szat anioła. Nasz czas się Panem, Panie Profesorze, ubogaca. I nieważne jest to, czego o sztuce nie wiemy, najistotniejsze jest to, aby z każdego kształtu i każdej przestrzeni nauczyć się czegoś ważnego o Bogu i o człowieku.

 

- Bożena Maniecka, Podpatrywanie tego, co powstaje… Przestrzeń pomiędzy głową Chrystusa, a aniołem w locie, „Brat”, marzec 2003, s. 18-20.

© 2011, Wincenty Kućma

design: Creator