Knypel, czyli rzeźbiarski młotek, zupełnie nie przypomina narzędzia, który na ogół używamy do wbijania gwoździ. Obuch ma kształt walca i jest wykonany z drewna. Dzięki temu końcówki rękojeści dłut rzeźbiarskich nie muszą być okute metalowymi skuwkami, a uderzanie drewna o drewno zapewnia lepszą amortyzację i kontrolę nad narzędziem. Wyposażony w taką wiedzę na temat rzeźbienia wybrałem się w pewien słoneczny dzień do kościoła podglądnąć z bliska pracę przy rzeźbieniu ołtarza Świętej Rodziny w naszym sanktuarium.
DŁUTEM I PIŁĄ
Nieprzypadkowo piszę o słońcu, gdyż światło, w spojrzeniu na jakąkolwiek rzeźbę, odgrywa szczególną rolę. Promienie wpadające przez okno po lewej stronie kościoła podkreślały trójwymiarowy charakter figur. Gra światła i cieni ożywiała pozornie nieruchome postaci czyniąc całość realizacji swoistego rodzaju teatrem. Poszczególne sceny zmieniały się wraz z wędrującym od wschodu do zachodu słońcem. Spośród licznych bohaterów przedstawienia wyróżniały się trzy postaci z knyplami w dłoniach. To profesor Wincenty Kućma oraz pomagający mu rzeźbiarze: Józef Opala i Sławomir Biernat. Pozostając w obszarze skojarzeń z teatrem, wyobrażałem ich sobie jako reżyserów, którzy nadają ostateczny kształt dziełu. Scenariusz to osobna historia. Powstał dużo wcześniej. Sięga początkami dramatu, który rozegrał się w raju. Pod ołtarzem, niczym teatralny inspicjent, czwarty rzeźbiarz – Robert Pigoń ostrzył dłuta. Tutaj było moje pierwsze zdziwienie. Na stole, przy którym pracował, ujrzałem kilkadziesiąt różnej wielkości narzędzi. Nie zdawałem sobie sprawy, że potrzeba ich aż tylu, aby kawałkowi drewna nadać pożądaną formę. Drugi raz zdziwiłem się, gdy wyszedłem na rusztowanie. Na deskach, obok skrzynki z dłutami, leżały dwie mechaniczne piły. Ściśle rzecz biorąc nie byłem zaskoczony. Zdawałem sobie sprawę, iż takie narzędzia znacznie ułatwiają pracę. Był to rodzaj wewnętrznej sprzeczności spowodowany wyidealizowanym wyobrażeniem o sztuce. To trochę tak, jak z chirurgiem, którego chętniej wyobrażamy sobie ze skalpelem niż z siekierą. Za chwilę mogłem zobaczyć piłę w akcji. Najpierw profesor Kućma przyglądał się prymasowi Wyszyńskiemu. Stał tak dłuższą chwilę jakby próbował nawiązać głębszy kontakt z postacią. – Tak nie możemy zostawić – powiedział do Józefa Opali. Począwszy od czubka, ostrze piły przeszło przez sam środek głowy. Takich zabiegów było więcej. Po zamontowaniu wszystkich figur, które wcześniej były wyrzeźbione w ogólnym zarysie, okazało się, że dalsze prace wymagają gruntownych korekt. Amputowano głównie ręce i głowy.
TWARZĄ W TWARZ
Postać bez twarzy budziła bardzo dziwne emocje. To tak, jakby komuś odebrano tożsamość. Drugą osobę spotykamy przecież w jego twarzy. W niej kryje się chwała, szczęście, cierpienie, odpowiedź na krzyż. W puste miejsce przyklejono drewniany kloc, ściskając go śrubami. Po wyschnięciu kleju powstanie nowy człowiek. Byłem zdziwiony, że mogłem rozpoznawać twarze tych świętych, których rzeźbienie nie było jeszcze w pełni ukończone. Po zaledwie pierwszych zarysach bryły, kilku ruchach dłuta, rozpoznawałem poszczególne postaci. To z jednej strony kunszt rzeźbiarza, ale też fenomen twarzy. Z tych samych elementów Stwórca tworzy niepowtarzalne dzieła, jakby chciał zaznaczyć podmiotowość osób. Rzeźbiąc twarz profesora Kućmy Pan Bóg uwypuklił łagodność i pokój. Jego przenikliwe spojrzenie dociera pod powierzchnię osób i rzeczy. Profesor miarowo uderza knyplem w dłuto. Prowadzenie narzędzia jest pewne. Nawet w drobnych detalach nie zauważyłem żadnego zawahania. W rytmie uderzeń młotka robię zdjęcia. Obiektyw skupia moją uwagę na szczególnym momencie, kiedy ostre dłuto wrzyna się w drewno i za chwilę odpada kawałek wióra. Potrzeba rany, zanim powstanie nowe dzieło. Twarz świętej Kingi nabiera właściwej jej powagi. Dołącza do kolejnych, prawie już gotowych postaci. To ci, którzy pamiętali, iż „ziarno pszenicy, jeśli wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12,24).
NAJWAŻNIEJSZY JEST OGIEŃ
Profesor schodzi z rusztowania. Idę za nim aż pod drzwi wejściowe do kościoła. Z tej perspektywy patrzymy na powstający ołtarz. – Ten ołtarz należy odczytywać w kontekście pozostałych elementów znajdujących się we wnętrzu świątyni – wyjaśnia Profesor. – Punktem centralnym jest tabernakulum, które w tej chwili jest zdemontowane, ale ja go cały czas widzę. Również oczami swojej wyobraźni próbuję zobaczyć to czego jeszcze nie widać. Widzę gotowy ołtarz już bez rusztowań. Światło reflektorów uwypukla detale odbijając się w woskowanych postaciach. W tle postaci Świętej Rodziny znajduje się srebrna płaskorzeźba. Nad tabernakulum srebrna gołębica przypomina o obecności Ducha Świętego. Zaraz, zaraz… Dostrzegam pewną prawidłowość. Srebrna gołębica, srebrne tło i srebrny krzyż w tęczy kościoła. O tym ostatnim elemencie często nie pamiętam. Podczas Mszy św. księża mają krzyż wysoko nad głową, trudno go więc zauważyć. Stojąc pod chórem widzę wyraźnie jak krzyż komponuje się z tym dziełem. Mam na myśli nie tylko srebrne wykończenie, ale również sens teologiczny. W perspektywie krzyża i odkupienia zupełnie inaczej wygląda Święta Rodzina i wszyscy pozostali znajdujący się w ołtarzu. Od spojrzenia na krzyż mój wzrok powoli kieruję ku mensie ołtarza. Stół ołtarza przypomina krzew gorejący (to nawiązanie do spotkania Pana Boga z Mojżeszem). I kolejne odkrycie. Ogień z tego krzewu można zauważyć w ołtarzu Świętej Rodziny nad postaciami Jezusa, Maryi i Józefa. Ogień w naszym prezbiterium symbolizuje ofiarę jaką, z miłości do człowieka, złożył Jezus Chrystus. Ogień to także symbol miłości, w której spalamy się dla drugich. Ogień to symbol darów Ducha Świętego, bez których nie bylibyśmy zdolni do ofiary.
RODZINA RODZIN
Profesor wrócił na rusztowanie, a ja zostałem pod chórem. Z tej dalszej perspektywy robiłem zdjęcia całości ołtarza. Przyglądałem się szczególnie Józefowi, Jezusowi i Maryi. Te trzy postaci będą organizować życie w sanktuarium. Patrząc się na nich miałem wrażenie, że sam również jestem obserwowany. Święta Rodzina przygląda się tym, którzy znajdują się w kościele. Warto mieć świadomość tego spojrzenia pamiętając o scenie odnalezienia Jezusa w świątyni. To wydarzenie rozważamy w ostatniej z radosnych tajemnic różańca. Sceny przedstawiające pozostałe cztery tajemnice są uwiecznione na płaskorzeźbie znajdującej się za postaciami Świętej Rodziny. W twarzach Józefa i Maryi można odczytać jakieś niezrozumienie. Odbija się w nich pytanie „Synu, czemuś nam to uczynił?”. Z kolei w spojrzeniu Jezusa widać powagę związaną z jego misją: „Nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mojego Ojca?”. To napięcie między Bożą a ludzką logiką doświadcza każdy człowiek i każda rodzina. W poczuciu tego napięcia warto, jak w lustrze, przeglądać się w Rodzinie z Nazaretu. Maryja, w momencie Zwiastowania, zgodnie z ludzką logiką zapytała: „Jakże się to stanie skoro nie znam męża?” W odpowiedzi usłyszała od anioła: „Dla Boga nie ma nic niemożliwego”. To zdanie jest kluczem modlitwy i zawierzenia nie tylko w sanktuarium Świętej Rodziny. Obok Jezusa, Maryi i Józefa w ołtarzu odnajdziemy także inne wspólnoty. Jest dalsza rodzina Jezusa Chrystusa – jego babcie i dziadkowie. Jest tam rodzina zakonna, rodzina polskich świętych, współczesna rodzina wielodzietna. Ten ołtarz to wielka księga życia, która od Adama i Ewy przez Patriarchów i Proroków, do współczesnych nam osób przypomina, że jako ludzkość tworzymy jedną wspólnotę – rodzinę rodzin. W tej księdze każdy z nas ma do zapisania także swoją kartę.
ŻYCIE I TEATR
Ostatni raz wspiąłem się na rusztowanie. Zastałem Profesora przy rzeźbieniu dłoni św. Jadwigi Królowej. Ręce i dłonie, obok twarzy, ujawniają szczególny rys postaci. W pierwszej kolejności uwagę przyciągają rozłożone ręce Pana Jezusa. To znak pozdrowienia, objęcia i zaproszenia. Nie ma gestów przypadkowych. Złożone ręce św. Jadwigi przenoszą nas pod czarny Krzyż w wawelskiej katedrze, gdzie Jadwiga modliła się do Zbawiciela. Skrzyżowane na piersiach dłonie św. Kingi podkreślają jej pokorę. Święty biskup Stanisław prawą rękę unosi w geście błogosławieństwa. Święta Faustyna końcówkami palców dotyka głowy stojącego niżej dziecka. Święty Maksymilian Kolbe prawą dłonią wskazuje na tabernakulum. Mniej lub bardziej, wszyscy święci zorientowani są na obecność Jezusa Chrystusa pod postacią chleba. Kontemplując twarze i dłonie zastanawiałem się, jak będzie to miejsce wyglądać za lat trzydzieści i trzysta. Czy kościół, jako sanktuarium Najświętszej Rodziny, będzie przyciągał wiernych zatroskanych o los rodzin? Czy będzie to kult tylko lokalny, czy może wykroczy poza ramy Krakowa i archidiecezji? Nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi na te pytania. W każdym razie jeśli będziemy zachęcać do odwiedzin naszego sanktuarium to na pewno nie ze względu na przedstawienie teatralne ale prawdziwe życie. Tutaj można doświadczyć realnego wsparcia i wstawiennictwa. Święci, zgromadzeni wokół Jezusa Chrystusa, zdają się mówić: Szczęśliwe życie? Szczęśliwa rodzina? Tak, jest to możliwe!
- ks. Tomasz Nowak, Wokół Świętej Rodziny, „Nasza Familia” (Parafia Najświętszej Rodziny, Kraków - Nowy Bieżanów), nr 43, 28 XII 2008, s. 4-5.
© 2011, Wincenty Kućma
design: Creator