Słyszeć, co niesłyszalne, ujrzeć, co niewidzialne

 

Późne popołudnie w Nowym Bieżanowie (odległe peryferyjne osiedle krakowskie), monumentalna bryła kościoła Świętej Rodziny pogrążona już w nocnym mroku przywołuje skojarzenie z bizantyńską rotundą. We wnętrzu sporo ludzi odmawiających wspólnie różaniec, jest przecież październik. Bez najmniejszego problemu wyławiam Wincentego Kućmę: twarz piękna i oczy pełne blasku zdradzają człowieka łagodnego i życzliwego, skłonnego do refleksji, ale zarazem bacznie przypatrującego się światu. Jest człowiekiem konkretnym i świetnie zorganizowanym, od razu prowadzi mnie do pomieszczeń odgrodzonych białymi zasłonami, gdzie wre praca przy głównym ołtarzu według jego projektu. Opowiada o swym najnowszym dziele z wielką pasją i rzeczowo, po chwili jesteśmy już w drodze do jego oddalonego o kilka minut domu.

Dom – pracownia przy ul. Kosocickiej to wielka przestrzeń, wszystkie pomieszczenia parteru są wypełnione projektami i szkicami, odlewami i obrazami, stosy fotografii i materiałów archiwalnych, albumy i książki, pomysły zrealizowane i odrzucone, kartony, blachy i kloce drewna, specjalistyczne narzędzia rzeźbiarskie, butle gazowe do spawania i oświetlenie godne studiów filmowych, kącik rekreacyjny z potężnym ekspresem do kawy, gdzie zasiadamy kilka razy, ale tylko po to, aby za chwilę zerwać się i obcować bezpośrednio z dziełami. Bo rzeźba to nie tylko zawód Profesora, ale jego miłość i pozostaje swej pasji wierny mimo przejścia na emeryturę. Jest tytanem pracy. Spis ważniejszych realizacji monumentalnych i rzeźbiarskich, spis projektów i realizacji sakralnych, medalierskich, cyklów rysunkowych, lista odznaczeń państwowych i naukowych przyprawia o zawrót głowy. Zapewne ceni to sobie, ale pozostając człowiekiem skromnym nie o tym chce mówić. Najważniejszym tematem ma być rzeźba Anioła Stróża Polski, ale chodzi o jej umiejscowienie na mapie całego dorobku artystycznego i osadzenie w wymiarze przemyśleń oraz doświadczeń duchowych.

Ukrzyżowanie Chrystusa i aniołowie – te dwa tematy zawsze pozostawały artyście bliskie, świadczą o tym liczne zrealizowane projekty. Od niepamiętnych lat fascynuje się biblijną sceną walki Jakuba z Aniołem. Przystępując do pracy stara się przeżyć ten temat wewnętrznie, całość musi być osadzona teologicznie i historycznie. Anioł, który został wykorzystany do pomnika Anioła Stróża Polski, istniał wcześniej jako niezależna rzeźba i musiał ulec modyfikacjom. Inspiracji dostarczyła lektura „Boju bezkrwawego” bł. Markiewicza, a dokładniej opis spotkania z młodzieńcem-aniołem, które miało miejsce 3 maja 1863 roku o świcie w Przemyślu. Tajemniczy anielski wędrowiec pojawił się w krytycznym dla Polaków momencie dziejowym, w dodatku z orędziem i proroctwem tak niezwykłym (spełnionym po 115 latach), że nie sposób nie uznać go za ducha opiekuńczego ojczyzny. Przemówił wówczas słowami otuchy do Polski słabej, umęczonej pod jarzmem zaborców, wykrwawionej po kolejnym nieudanym zrywie powstańczym. Potęga anielskich słów koncentruje się w mocarnych ramionach oraz w skrzydłach, groźnie nastroszonych piórach, które Anioł Stróż Polski wystawia na wrogów widzialnych i niewidzialnych.

Osłaniana przez dobrego ducha Polonia trzyma w ręku legendarny miecz Szczerbiec, symbol trwania narodu, ale trzyma go za głownię, co dodatkowo podkreśla cierpienie. W walce Jakuba z aniołem zwycięzcą okazał się człowiek, na pomniku skontaminowany z wizją Markiewicza duch nie walczy, ale czule pochyla się nad niewiastą Polonią i zdaje się budzić ją do życia. Ojczyzna jakby gotowa odżyć, ale jest jeszcze w głębokim szoku, bez krwi, półprzezroczysta. To paradoks, ale na pomniku anioł jest bardziej „ziemski” od człowieka, to on zatem przywraca niewiastę do świata bytów ziemskich.

Szczęśliwie Polonia przebudziła się i ten niezwykły moment oddaje pomnik, dalej może być tylko lepiej i „ku górze”, zgodnie z markiewiczowską przepowiednią. Taka koncepcja dzieła powstała w umyśle profesora Kućmy w roku 2005, po drodze przeprowadził mnóstwo korekt, uspokoił nieco skrzydła. W końcu pomnik został odlany w Podłężu przez Piotra Piszczkiewicza. Ale to nie finał, bowiem ani chwila zakończenia prac rzeźbiarskich, ani uroczystość osadzenia i poświęcenia nie oznacza zerwania duchowych więzów artysty z pomnikiem. To w pewnym sensie nowy, i jakże intrygujący, etap wejścia dzieła w krwiobieg społeczny: ludzie pytają i oceniają, jedni chwalą, a inni krytykują, dzieje się bardzo dużo, wolno odsłaniają się nowe pokłady znaczeń, cudze oczy wydobywają ciągle nowe sensy i konteksty, uwalniają tkwiącą w tworzywie energię. Jak pięknie określa to prof. Wincenty Kućma: „zaczyna działać Duch Święty”. Bo artysta bardzo ceni sobie modlitwę i pokłady nieświadomości, nieodgadnione obszary życia psychicznego, które uaktywniają procesy twórcze i intuicję odbiorcy. Jakże wiele mówiące okazują się wówczas, banalne zdawałoby się, gesty, jak ważny może być nawet dotyk i układ dłoni. Martwe pozornie symbole zaczynają przemawiać na nowo, językiem świeżym i z niezwykłą siłą. Kućma – naukowiec mówi na pewnym etapie stop wiedzy i suchemu wykładowi, a Kućma – artysta skłania się wówczas ku intuicji, aby nie zabić pierwotnej wrażliwości, aby wydobyć ów prainstynkt „dziecka Bożego” pozwalający „słyszeć dźwięki, których nie ma, widzieć formy, których nie ma”.

Artysta świadomie stworzył pomnik w formie klasycznej i „łagodnej”. Nie chciał epatować i szokować skrajnościami. Złożył w ten sposób hołd okresowi przełomu XIX i XX wieku, wszak to wówczas polska sztuka objawiła tak wielką miłość do aniołów: Stanisław Wyspiański i Jacek Malczewski, Ksawery Dunikowski i Karol Szymanowski, Jan Matejko i Stefan Żeromski, głęboka duchowość osiągająca zarazem apogeum tęsknoty do wolnej Polski.

Prof. Wincenty Kućma przez wiele lat, aż do roku 2000, prowadził Pracownię Przestrzeni w Katedrze Sztuk Wizualnych krakowskiej ASP. Zawsze podkreślał znaczenie tła i otoczenia, na którym pomnik będzie eksponowany: te dwa elementy tworzą integralną całość i nie wolno ich separować. To i wielkie wyczulenie na naturę, przyrodę, ułatwiają artyście dobre wkomponowanie dzieła do otoczenia. Tym razem Profesor umawiał się na skromny nieckowaty wzgórek-kopczyk porośnięty zwykłym trawnikiem, kilka kamieni polnych lub rzecznych, a w tle tradycyjnie polskie drzewa: lipa i wierzby. Tymczasem cale przesłanie artystyczne i duchowe zostało zaburzone radosną twórczością ogrodniczą, klombami kolorowych kwiatów i ścieżek parkowych: sztuczny wielkomiejski design jest zgrzytem do osadzonej w historii ojczyzny idei Anioła Polski.

- Nie tak to widziałem, ale mam nadzieję, iż na wiosnę wszystko to zarośnie trawą – konstatuje filozoficznie profesor Kućma.

- Słyszeć, co niesłyszalne, ujrzeć, co niewidzialne. Spotkanie z profesorem Wincentym Kućmą, artystą rzeźbiarzem. Refleksje spisał Herbert Oleschko, „Któż jak Bóg” (Dwumiesięcznik o Aniołach i życiu duchowym), nr 6 (96), listopad – grudzień 2008, s 14-15.

 

© 2011, Wincenty Kućma

design: Creator