Tam również śpiewają ptaki

 

- Panie Profesorze, myślał Pan o Syberii zanim doszło do Pana syberyjskiej przygody?

W mojej rodzinie pojawiały się opowieści o pradziadku, który został zesłany na Syberię jako uczestnik Powstania Styczniowego. Nikt w domu nie spisywał tych opowieści, więc nie bardzo się to układało w całość. Ta historia zawsze budziła moją ciekawość, między innymi dlatego, że nie była do końca jasna. Wszystko, co wiem o pradziadku, to z opowiadań ojca. Byłem wtedy małym chłopcem. Kiedy wiele lat potem okazało się, że mogę tam pojechać, wszystko ożyło w mojej pamięci.

- Z jakim nastawieniem Pan wyjeżdżał?

W pewnym sensie było to sprawdzenie siebie, ale i tego, jak naprawdę wygląda ta część świata. Syberia nieuchronnie kojarzy nam się z rzeczami strasznymi. Okazuje się, że jest ona piękna i fascynująca.

- Zaskoczyło to Pana?

Tak. Piękno Syberii poraża. Ale szybko zobaczyłem, że Syberia potrafi być brutalna. Mam na myśli to, że człowiek człowiekowi może zgotować bardzo haniebny los. Wszędzie na świecie to jest, ale na tle takiej przyrody, jak syberyjska, widać to bardzo dobitnie. Często nie potrafimy poddać się przyrodzie, która, jeśli się w nią wsłuchać, wprowadza w nas ład. Czasami jesteśmy takimi zwierzakami i ubieramy się w idiotyczne zachcianki. Próbujemy zniewolić drugiego człowieka. Niezależnie od tego, co śpiewają ptaki. I to jest dramatyczna sytuacja człowieka: ma oczy, a nie widzi, ma uszy i nic nie słyszy. Unikamy prostej pracy – codziennego odkrywania takich rzeczy, jak światło, cień i kolor. Stronimy od tego, bo efekty są ulotne – żeby to zgłębić, potrzebny jest codzienny wysiłek. Zasadniczo ludzie trzymają się pamięci historycznej, którą sami tworzą. Zdarza się, że ona jest daleka od prawdy. Prosta obserwacja świata i pamięć historyczna często się kłócą.

- Jak doszło do Pańskiego wyjazdu?

Tak naprawdę zaczęło się od Białorusi. Wszystko dzięki osobie ks. Jerzego Mazura, który pracował wtedy w Baranowiczach. On widział kościół w Iwoniczu Zdroju, gdzie zaprojektowałem całe wnętrze. Moja realizacja bardzo mu się spodobała. Zaproponował, żebym zaprojektował wnętrze kościoła na Białorusi. Pojechałem tam, obejrzałem kościół i podjąłem się tej pracy. W tym czasie, kiedy realizowałem projekt w Baranowiczach, okazało się, że ks.Mazur został mianowany biskupem wschodniej Syberii. W Nowosybirsku odbył się ingres, a na siedzibę diecezji wyznaczono Irkuck. Obecnie jest to obszarowo największa diecezja świata. Wraz z powołaniem diecezji zapadła decyzja o budowie katedry.

- Czyli biskup Mazur złożył Panu propozycję?

Tak. To był 1999 r. Pierwszego dnia Świąt Wielkiej Nocy wróciłem z rezurekcji do domu i odebrałem telefon od ks. biskupa Jerzego Mazura. Powiedział, ze jego życzeniem jest to, bym zajął się wystrojem nowo powstającej katedry w Irkucku. Dodał, że Andrzej Chwalibóg, architekt z Białegostoku, już pracuje nad projektem architektonicznym. Wiedziałem, że to wielka odpowiedzialność. Przyjąłem propozycję z wielką trwogą i drżeniem, ale i z radością. Oczywiście, poczułem wielką chęć wyjazdu na wizję lokalną.

-Jak długo trwały przygotowania?

Od razu zaczęła się wymiana informacji między biskupem, architektem i mną. Wtedy też powstała makieta katedry w skali 1:20. W kilka tygodni po wspomnianym telefonie od biskupa wyruszyłem do Irkucka. W sumie byłem tam trzy razy. Po raz pierwszy poleciałem tam w kwietniu 1999 r. Pobyt trwał około tygodnia. Drugą wyprawę, równie krótką, odbyłem w czerwcu 2000 r. W tym samym roku poleciałem tam trzeci raz na blisko dwa miesiące. Poświęcenie katedry miało miejsce 8 września.

- Jakie były pierwsze Pana wrażenia po przyjeździe na miejsce?

Z jednej strony ostry klimat, mróz, skute lodem jezioro Bajkał, a z drugiej budowa katedry – mimo tak wielkiego mrozu.

- Skąd pomysł budowy nowej świątyni w Irkucku? Nie było tam wcześniej kościoła rzymsko-katolickiego?

W Irkucku jest kościół z końca XIX wieku. Podczas wojny został zamieniony na salę koncertową, tylko w części dolnej wydzielono kaplicę. Po utworzeniu diecezji zaczęły się targi o kościół między władzami miasta a biskupem. Władze nie chciały go oddać. Ostatecznie stanęło na tym, że do czasu wybudowania nowej świątyni w pomieszczeniach starego kościoła będą odbywać się codziennie uroczystości kościelne. Do dziś ten budynek spełnia te dwie funkcje: sakralną i kulturotwórczą.

- Wspomniał Pan o wielkim mrozie. Jak zatem postępowały prace?

Kiedy przyjechałem pierwszy raz, tam już szła budowa. Mróz był wtedy 12-stopniowy. Sam się dziwiłem, jak to możliwe. Okazało się, że na Angarze jest olbrzymia zapora, która jest źródłem taniego prądu. Beton wlewano w szalunki, podłączano dwie elektrody i to aż się gotowało. Na tych zmarzlinach muszą tak budować. Gros robót wykonywali Chińczycy. Ich jest tam bardzo wielu. Przywozili z Chin olbrzymie ilości jaj i kapusty. Posiłki przygotowywali sobie sami. Bardzo pracowici ludzie.

- Jak układała się Pana współpraca z architektem?

Bardzo dobrze. Podczas pierwszego pobytu przystąpiłem do wstępnych pomiarów. Były już ściany, strop, konstrukcja dachu. Dużo rozmawialiśmy z Andrzejem Chwalibogiem. Wieczorami wnosiliśmy poprawki do projektu. Katedra jest orientowana na wschód. Wydzielone jest prezbiterium, ale nie ma podziału na nawę główną i boczne. Wpadłem na pomysł, by otworzyć strop nad prezbiterium, bo brakowało światła. Koncepcja, by w prezbiterium stworzyć 6-metrowy otwór w formie ostrosłupa, bardzo spodobała się biskupowi, bo ostrosłup za podstawę miał mieć trójkąt, czyli symbol Trójcy Świętej. To zresztą był mój warunek, bo inaczej nie zrobiłbym wnętrza – było za mało światła. Nie wiedzieliśmy tylko, czy konstruktorzy rosyjscy wyrażą na to zgodę. Ich głos był decydujący, bo mieli doświadczenie z tym trudnym tektonicznie terenem i z wykorzystywanymi technologiami. Ale ostatecznie ulegli propozycji, zgodzili się.

- Mógłby Pan powiedzieć trochę więcej o tym pomyśle?

W mojej twórczości zależy mi zawsze na nastroju mistycznym. W przypadku katedry w Irkucku chodziło konkretnie o to, by światło w prezbiterium przenikało od góry przez krzyż z Chrystusem, następnie – w dół – do tabernakulum umieszczone w Krzaku Gorejącym, potem pod Stołem Ofiarnym, następnie środkiem posadzki przez całą świątynię – aż do wejścia głównego. Idea była taka, by prowadzić człowieka od wejścia ku ołtarzowi, a potem do tabernakulum i krzyż aż do Nieba. I to się chyba udało.

- Jak wyglądała Pana praca podczas ostatniego pobytu?

To już był montaż. Czas naglił. Nie obyło się bez problemów. Wcześniej z Polski razem z rzeźbami pojechały do Irkucka różne potrzebne materiały. Na miejscu cały ładunek został zablokowany przez Urząd Celny. Za komorę celną służyła piwnica Kurii Biskupiej, która budowana była równocześnie z katedrą. Pomieszczenie, w którym był złożony transport rzeźb i materiałów, było zamknięte i zaplombowane. Czas nas gonił. Po kryjomu wyciągaliśmy więc poszczególne elementy rzeźb przez okno, i pracowaliśmy. Inaczej nie zdążylibyśmy na czas. Kłopot był także z denaturatem, którego nie było na miejscu, a ten, który przywieźliśmy z Polski, służby celne zarekwirowały ze względu na zakaz wwożenia alkoholu. W konsekwencji mieliśmy trudności ze zrobieniem szelaku. Kupowaliśmy spirytus w aptece, ale on nie rozpuszczał zbyt dobrze. To był poważny kłopot.

- Jakie Pana realizacje można oglądać w katedrze?

W prezbiterium znajduje się rzeźba przedstawiająca Ducha Świętego oraz Chrystus Ukrzyżowany (drewno lipowe polichromowane), tabernakulum w Krzaku Gorejącym (blacha miedziana spawana), Stół Ofiarny i Stół Słowa (marmur syberyjski, nefryt). Poza tym wykonałem Madonnę. Ta sześciometrowa rzeźba przedstawia ukazanie się Matki Boskiej na dębie. W baptysterium znajduje się rzeźba przedstawiająca Chrzest Chrystusa, wykonana z brązu (cztery i pół metra wysokości). W kruchcie katedry są dwie kaplice: Kaplica Bożego Miłosierdzia i Kaplica Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, gdzie znajduje się ikona, którą namalowała moja żona. Na szczycie katedry zamontowano wielki krzyż z promieniami ze stali nierdzewnej.

- Jakie znaczenie miała dla Pana praca nad wystrojem irkuckiej katedry?

Musze przyznać, że wyjątkowe. Powstał polski ośrodek kultu i kultury, pozostał ślad. Także i to, że świątynia pełni wiele innych funkcji poza sakralną, np. kulturotwórczą, ma dla mnie wielkie znaczenie. Tam się odbywa wiele spotkań. Podczas mojego trzeciego pobytu mogłem niemal namacalnie odczuć, jakie zainteresowanie wzbudza to nowe miejsce. Przychodzili ludzie. W rozmowie przyznawali się do polskiego pochodzenia. Mówi się, że 20 procent ludności Irkucka ma pochodzenie polskie. Rzadko kto mówił po polsku. Dużo młodych ludzi pytało, kto to jest Chrystus, dlaczego on jest na krzyżu.

- Jakie ślady pozostawiła w Panu Syberia?

Nigdy nie zapomnę wspaniałej drewnianej architektury Irkucka. To miasto leży na tej samej szerokości geograficznej, co Polska. My nie posiadamy tego, co Włosi czy Turcy – strefy kamienia. Dlatego buduje się przede wszystkim z drewna. Tamtejszą architekturę często porównuje się do architektury Sankt Petersburga ze względu na jej walory architektoniczne. Jak wiadomo Irkuck uważany jest za kolebkę zesłańców. W czasach zsyłek rodziło się tam życie, także kulturalne. Tworzyły się zasady uczenia zawodu, różnego rodzaju rękodzieła. Swobodna wymiana myśli i dokonań twórczych dała w efekcie wspaniałą architekturę drewnianą. Piękną, urokliwą, o wyszukanych proporcjach. Można tam zobaczyć np. willę dekabrystów. Ta architektura wpada w oczy i budzi zachwyt.

- Co jeszcze?

Ogromne wrażenie zrobiło na mnie jezioro Bajkał – zupełne zjawisko. Pojechałem tam pod koniec kwietnia, zaraz na drugi dzień po moim przyjeździe do Irkucka. Bajkał był skuty lodem pełnym przedziwnych form. W zimie na skutek ruchów tektonicznych na jeziorze leżą wypiętrzone wielkie bryły lodu. Mogą mieć nawet do 2 metrów wysokości. W tym rejonie mają miejsce ruchy tektoniczne. Może niewielkie, ale częste. Ten teren ma swoje życie. W okresie zbliżającej się wiosny promienie słońca przecinają bryły lodu. Wyjątkowe zjawisko, bo lód nie topi się, ale rozsypuje pod wpływem promieni. Latem powierzchnia jeziora jest wyciszona. Uderza bogactwo fauny i flory. Wspaniałe ryby – omule. Nad Bajkałem jest taki uroczysty zwyczaj: bierze się surowa rybę całkiem zamrożoną, zawija w ściereczkę i młotkami rozbija na kawałki. Potem spożywa się te kawałki posypując przyprawami i popijając wódeczką.

- Co szczególnie Pan zapamiętał?

Usole Syberyjskie. To miasto zrobiło na mnie wrażenie ze względu na dwie rzeczy. Zobaczyłem pole zapełnione starymi stalowymi barkami – sprawiało wrażenie osobliwego, brunatnego miasta. Barki pozostawione na nadbrzeżu – jak gotowe rzeźby. Każda miała swoje życie, jakby nowe życie umierania – jeszcze coś tam się tli, jeszcze coś się otwiera, jakaś połać opada. Wiatr porusza jakąś częścią, a na pokładzie słychać kroki idącego gdzieś w oddali strażnika. Z drugiej strony – niesamowite wyciszenie, olbrzymie pole. Przez Angarę tymi barkami transportowano sól – rękoma zesłańców. Próbowałem wyobrazić sobie czasy tego nieludzkiego traktowania człowieka. W Usolu więziony był przez 10 lat ks. Rafał Kalinowski. Wiedza na temat jego losów pozwalała mi lepiej rozumieć tamte czasy. To na pewno rzutowało na moje doświadczenie syberyjskiej ziemi. Miałem to cały czas w myślach. Tam też widziałem przerażające rzeczy. Pewnego razu wybrałem się wraz z Siostrami Służebniczkami, które pracowały przy katedrze, do lasu i zobaczyliśmy dzieci, które mieszkały w jamach. Siostry wydostawały te dzieci, zabierały ze sobą i wychowywały.

- W jednym obrazie piękne i straszne rzeczy.

Tak. Na Syberii spotkałem dużo ludzi pokrzywdzonych. Do tej części Rosji docierały ogromne ilości narkotyków z Chin, Mongolii i przede wszystkim z Afganistanu. I to całkiem za darmo. To niszczyło naród rosyjski. Wtedy była taka sytuacja. Syberia to miejsce, gdzie potęga przestrzeni i piękno przyrody sąsiadują ze skrajną nędzą i upodleniem człowieka. Dopiero tam zrozumiałem, dlaczego kardynał Świątek nie chciał przyjechać na uroczystość poświęcenia katedry. Spędził 10 lat w niewoli na Syberii. Bał się, że nie wytrzyma psychicznie. Ale przyjechał i poświęcił Kaplicę Pokoju i Pojednania.

- Czy mógłby Pan zamieszkać tam na stałe?

Na pewno wolałbym Syberię niż Stany Zjednoczone Ameryki.

 

© 2011, Wincenty Kućma

design: Creator